Makroekonomia
Inflacja bazowa w Polsce: dlaczego różni się od tego, co odczuwamy
GUS podaje CPI, ekonomiści analizują inflację bazową – a przeciętny Kowalski pyta, dlaczego w sklepie jest drożej niż w statystyce.
Dwie miary, dwie prawdy o cenach
Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli CPI, mierzy zmianę cen w reprezentatywnym koszyku zakupów przeciętnego gospodarstwa domowego. Inflacja bazowa – obliczana przez Narodowy Bank Polski – wyklucza z tego koszyka ceny energii i żywności, uznawane za szczególnie zmienne i podatne na czynniki zewnętrzne, takie jak ceny ropy na rynkach globalnych czy warunki atmosferyczne wpływające na zbiory. W praktyce oznacza to, że gdy ceny gazu wzrosną o 40% z powodu decyzji politycznych na poziomie unijnym, CPI skacze wyraźnie, podczas gdy inflacja bazowa pozostaje stosunkowo stabilna. Dla ekonomistów śledzących trwałe tendencje cenowe inflacja bazowa jest trafniejszą miarą. Dla rodziny kupującej żywność i płacącej rachunki za prąd – CPI jest bliższe odczuwanemu wzrostowi kosztów życia. Żadna z tych miar nie jest fałszywa: każda odpowiada na inne pytanie. Problem pojawia się, gdy media lub politycy cytują jedną z nich bez wyjaśnienia kontekstu – co, niestety, zdarza się regularnie. W pierwszym kwartale bieżącego roku inflacja CPI w Polsce wyniosła 4,1%, podczas gdy inflacja bazowa kształtowała się na poziomie 3,3%. Różnica 0,8 punktu procentowego wynika głównie z podwyżek cen nośników energii, które w tym samym kwartale wzrosły o 11,4% rok do roku. Dlatego, ilekroć słyszą Państwo ogólnikowe stwierdzenie o inflacji w Polsce, warto zapytać: której inflacji?
